Co robić, by firmy nie udławił zator płatniczy?

Zmorą polskich przedsiębiorców są zatory płatnicze. Chodzi o utratę płynności finansowej i możliwości wywiązywania się z własnych zobowiązań, której przyczyną jest nieotrzymanie zapłaty od swoich kontrahentów.

2018-10-25 15:10:38

To chleb powszedni zwłaszcza w branży budowlanej, w której jak na dłoni widać, jaki wpływ mogą mieć problemy finansowe inwestora lub wykonawcy na szereg podwykonawców.

W rozumieniu prawa upadłościowego przedsiębiorca stanie się dłużnikiem niewypłacalnym, jeżeli przez ponad trzy miesiące nie będzie w stanie regulować swoich wymagalnych zobowiązań. To bardzo krótki czas, jeżeli weźmie się pod uwagę, jak długo trwa dochodzenie i egzekwowanie należności w Polsce. Niewypłacalność to prosta droga do ogłoszenia upadłości, wyprzedaży majątku przez syndyka i likwidacji firmy. Jak uniknąć takiego czarnego scenariusza?

Lepiej zapobiegać, niż leczyć – czyli jak zabezpieczać roszczenia

Jeżeli przed dłuższy czas nie udaje się odzyskać niezapłaconych w terminie należności, pozostaje ich dochodzenie przed sądem. Sam proces może być jednak długotrwały, a przecież w międzyczasie trzeba jakoś regulować własne długi wobec fiskusa, ZUS-u, pracowników czy innych kontrahentów. Nierzadko też zdarza się, że zanim długotrwały i kosztowny proces się zakończy, nasz dłużnik nie będzie miał już żadnego majątku, a komornik rozłoży ręce i stwierdzi, że egzekucja jest bezskuteczna.

Dlatego, nawet jeśli aktualna sytuacja finansowa naszego kontrahenta jest dobra, to negocjując i konstruując z nim umowę, trzeba zachować zasadę ograniczonego zaufania. Jak tylko się da, należy zabezpieczyć się nie tylko przed trudnym dochodzeniem swoich praw przed sądem, ale także przed niewypłacalnością dłużnika.

Jednym z najczęściej stosowanych zabezpieczeń roszczeń jest poręczenie, doskonale znane chociażby z umów kredytów czy pożyczek. Jego zaletą jest możliwość dochodzenia roszczenia również od poręczyciela, jeżeli nasz dłużnik nie wywiąże się ze swojego zobowiązania.

Innym popularnym mechanizmem zabezpieczenia roszczeń jest weksel własny wraz z dołączoną do niego deklaracją wekslową. Zaletą weksli jest uproszczenie sądowego dochodzenia wynikającej z niego należności, w przypadku gdy dłużnik (wystawca weksla) nie wykupi go po terminie płatności. Roszczenia z weksli są rozpoznawane w postępowaniu nakazowym, w którym wierzyciel może uzyskać pozytywne dla siebie rozstrzygnięcie sądu znacznie taniej i szybciej, niżby miało to miejsce w „zwykłym procesie”. Weksel może zatem znacznie skrócić i ułatwić drogę do wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

Te dwie popularne formy zabezpieczenia są łatwe i tanie w zastosowaniu – mogą jednak okazać się niewystarczające, by przełknąć zator płatniczy. Nasz dłużnik i poręczyciel mogą okazać się niewypłacalni. Zanim nasze wierzytelności zostaną zaspokojone, naszą firmę może dotknąć kryzys braku płynności finansowej.

Przy zabezpieczaniu roszczeń coraz większą popularność zyskuje notarialne poddanie się egzekucji. Ten mechanizm umożliwia nam skierowanie sprawy do komornika niemalże od razu po wystąpieniu opóźnienia w zapłacie. Sąd nie bada zasadności roszczenia w procesie, a jedynie sprawdza akt notarialny pod względem formalnym, by nadać mu klauzulę wykonalności, czyli wydać zgodę na rozpoczęcie egzekucji. Dzięki takiemu zabezpieczeniu mocno wzrastają szanse na szybkie odzyskanie naszych zaległości i poradzenie sobie z zatorem – im wcześniej komornik wkroczy do akcji, tym większe prawdopodobieństwo, że uda mu się wyegzekwować roszczenie. Barierą przy powszechnym stosowaniu tego zabezpieczenia są jednak jego koszty. Sporządzenie takiego aktu notarialnego podlega opłacie (taksie) notarialnej, tym większej, im większa jest zabezpieczona kwota.

Przed niewypłacalnością dłużnika mogą uchronić nas zabezpieczenia rzeczowe – hipoteka i zastaw rejestrowy. Mówiąc najogólniej – wierzyciel, na rzecz którego zostały one ustanowione, będzie miał pierwszeństwo do kwot uzyskanych przez komornika w wyniku licytacji obciążonej hipoteką nieruchomości (rzeczy ruchomej lub praw obciążonych zastawem rejestrowym). Zabezpieczenia rzeczowe same w sobie nie dostarczą nam szybkiej gotówki, dzięki której można uniknąć zatoru płatniczego. Są jednak mocną kartą w ręku – zabezpieczoną rzeczowo wierzytelność samą w sobie również można obciążyć hipoteką (zastawem rejestrowym) – to z kolei może być pomocne przy uzyskaniu kredytu czy pożyczki albo negocjacji odroczenia terminu płatności naszych własnych zobowiązań.

Przy zastawie i hipotece działa jednak zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Wierzyciel, którego zabezpieczenie rzeczowe zostało ujawnione najwcześniej, będzie w najkorzystniejszej pozycji. Dopiero gdy jego roszczenie zostanie zaspokojone, komornik może wypłacić pieniądze następnemu wierzycielowi – i tak aż do wyczerpania się środków uzyskanych z licytacji. Aby zabezpieczenie rzeczowe nie okazało się iluzoryczne, przed jego ustanowieniem koniecznie trzeba zweryfikować stan prawny obciążanej nieruchomości/rzeczy, sprawdzając zapisy w księdze wieczystej (rejestrze zastawów). Ponadto zabezpieczenia rzeczowe również wiążą się z kosztami – aby były skuteczne, trzeba złożyć odpłatny wniosek do sądu, hipotekę zaś ustanawia się aktem notarialnym, co zrodzi obowiązek zapłaty taksy.

Najlepszym zabezpieczeniem pod kątem zatorów płatniczych są gwarancja bankowa i ubezpieczeniowa. Ich istota polega na tym, że gwarant (bank/zakład ubezpieczeń), na zlecenie dłużnika, jednostronnie zobowiązuje się wypłacić świadczenie pieniężne na rzecz beneficjenta gwarancji (wierzyciela) na warunkach wskazanych szczegółowo w samym dokumencie gwarancji. To bardzo podobne do siebie instrumenty, łączące dwie najbardziej pożądane cechy: szybkość i pewność zaspokojenia zabezpieczonych roszczeń. Z jednej bowiem strony renomowane banki i zakłady ubezpieczeń to podmioty, których wypłacalność jest niemalże pewna. Z drugiej – korzystnie dla wierzyciela sformułowana gwarancja daje możliwość uzyskania pieniędzy praktycznie natychmiast po tym, jak okaże się, że długu nie uregulował sam dłużnik.

Gwarancje najczęściej są bezwarunkowe – wtedy płatność faktycznie odbywa się „na żądanie” beneficjenta, który może szybko uzyskać gotówkę i uniknąć zatoru płatniczego. Jednakże zdarzają się także gwarancje warunkowe, na które trzeba uważać. W ich przypadku, aby doszło do wypłaty, beneficjent musi udowodnić, że spełnione zostały wszystkie warunki szczegółowo określone w gwarancji (np. dostawa towaru, prawidłowe wykonanie prac, prawidłowe wystawienie i doręczenie faktury, wezwanie dłużnika do zapłaty w dodatkowym terminie). W takim przypadku gwaranci zapewne uzależnią wypłatę od pozytywnej weryfikacji zasadności roszczenia, co może opóźnić wypłatę.

Przeszkodą w stosowaniu tego zabezpieczenia są jego koszty. Za wystawienie gwarancji banki i zakłady ubezpieczeń pobierają prowizję, uzależnioną od wysokości gwarantowanej kwoty. Nasi kontrahenci mogą być niechętni, by do ustanowionego zabezpieczenia dopłacać z własnej kieszeni. Mogą też wywierać na nas presję, byśmy partycypowali w kosztach uzyskania gwarancji lub ponieśli je w całości.

Powyżej przedstawiono tylko niektóre formy zabezpieczania roszczeń. Wymienione przykłady dobrze pokazują, że im prostsze i tańsze rozwiązanie wybierzemy, tym mniejszą mamy pewność, że nasze roszczenia zostaną zaspokojone. Jednak każde zabezpieczenie jest lepsze niż jego całkowity brak.

Gdy zator stanie nam w gardle…

Co jednak robić, gdy zator już dławi firmę – nasi dłużnicy milczą, a wierzyciele pukają do drzwi i dopominają się o swoje pieniądze? Czy mając marne widoki na szybkie odzyskanie należności, trzeba pogodzić się z widmem upadłości?

Zazwyczaj w takiej sytuacji przedsiębiorstwa zaciągają kredyty, przy braku płynności finansowej banki nie są jednak chętne do ich udzielania. Łatwą gotówką mogą kusić parabanki i inne „firmy pożyczkowe”. Najczęściej będzie to jednak przysłowiowa brzytwa podana tonącemu. Przepisy jasno określają maksymalny pułap odsetek, który można zastrzec w umowie. Specjaliści od pożyczania potrafią jednak „zrekompensować” niską stopę odsetek wysokimi opłatami manipulacyjnymi i prowizjami. Zatem jeśli jesteśmy pod ścianą i musimy skorzystać z takiej formy dokapitalizowania, zachowajmy uwagę i rozsądek. Przedsiębiorcy muszą pamiętać, że w obrocie traktowani są jako profesjonaliści i są pozbawieni szerokiej ochrony, jaką otoczeni są konsumenci.

Lepszym rozwiązaniem może być sprzedaż „złej wierzytelności”, zwana przelewem lub cesją. Jednak aby można było to zrobić, należy zweryfikować umowę, która jest źródłem naszej wierzytelności – może w niej znaleźć się zastrzeżenie, że cesja jest niedopuszczalna albo wymaga zgody dłużnika. Dlatego negocjując warunki kontraktu, lepiej nie pozbawiać się możliwości przelewu wymagalnych wierzytelności pieniężnych na osoby trzecie.

Jeżeli umowa z naszym kontrahentem nie przewiduje żadnych ograniczeń w tym zakresie, pozostaje nam znalezienie podmiotu, który będzie zainteresowany nabyciem naszej wierzytelności. Na rynku funkcjonuje wiele firm, które zawodowo zajmują się skupem długów i późniejszym ich dochodzeniem już na własny rachunek. Trzeba mieć jednak świadomość, że cena za wierzytelność nigdy nie będzie odpowiadała jej wartości nominalnej – dyskonto ma równoważyć nabywcy wierzytelności koszty dochodzenia długu i ryzyko jego nieściągalności. Często będzie na tyle niska, że przedsiębiorcy nie zwrócą się chociażby koszty wykonania umowy. Jednak niepodważalną zaletą cesji jest możliwość uzyskania jakichkolwiek pieniędzy pozwalających na utrzymanie płynności finansowej firmy w kryzysowej sytuacji.

Na cenę wierzytelności wpływ ma wiele czynników. Trudno będzie uzyskać dobrą cenę za długi, które wkrótce się przedawnią albo jeśli stwierdzono niewypłacalność dłużnika. Cena, którą można wynegocjować, będzie tym wyższa, im lepiej będzie udokumentowane i zabezpieczone roszczenie i im większe szanse na wyegzekwowanie roszczenia w przyszłości będzie miał nabywca wierzytelności.

Innym sposobem walki z zatorem może być restrukturyzacja zadłużenia. O rozłożenie długu na raty czy odroczenie terminu płatności starać się można nie tylko u kontrahentów, ale także w urzędzie skarbowym i ZUS.

Konkurencyjność ponad wypłacalność?

Wielu przedsiębiorców chciałoby, by płatności za dostawy czy usługi były płatne wkrótce po, a najlepiej jeszcze przed ich wykonaniem. Często jednak rynek wymaga, by godzić się na kredyt kupiecki. Odroczone terminy płatności niosą ze sobą ryzyko popadnięcia w niewypłacalność – tym większe, im są dłuższe. Istnieje jednak rozwiązanie pozwalające być konkurencyjnym i oferować swoim kontrahentom lepsze warunki zapłaty, a jednocześnie otrzymać gotówkę na finansowanie własnej działalności oraz skupienie się na inwestycjach i rozwoju, zamiast na dochodzeniu należności. To faktoring – rodzaj usług świadczonych przede wszystkim przez wyspecjalizowane spółki znajdujące się w grupach kapitałowych banków.

Mechanizm faktoringu opiera się na dwóch relacjach. Po pierwsze – dochodzi do typowej cesji. Faktor, tj. podmiot udzielający finansowania, odkupuje od przedsiębiorcy wierzytelności wynikające z wystawionych przez niego faktur o odroczonym terminie płatności. Faktor, jako nabywca wierzytelności, oczekuje na płatność, przejmując na siebie ryzyko niewypłacalności dłużnika. Po drugie – faktor świadczy na rzecz przedsiębiorcy różnego rodzaju usługi, np. księgowe, rozliczeniowe, monitorowanie sytuacji gospodarczej jego kontrahentów czy udostępnianie innych informacji, uzyskanych w ramach prowadzonego „wywiadu gospodarczego”. Zaletą faktoringu jest to, że wymogi stawiane przez faktorów przedsiębiorcom są mniej restrykcyjne aniżeli przez banki przy kredycie obrotowym. Może to być cenna informacja dla początkujących przedsiębiorców z sektora MŚP, którym banki nie przyznają na początku działalności zbyt wysokich limitów kredytowych.

Cena nabycia wierzytelności przez faktora zależy od wielu czynników, średnio jednak są to kwoty rzędu 80% wartości nominalnej wierzytelności. Niekiedy do płatności dochodzi w całości, w innych przypadkach część umówionej ceny jest płatna dopiero po zapłacie należności z faktury przez kontrahenta. Trzeba jednak uważać, by nie godzić się na tzw. faktoring nieprawidłowy – nie ochroni nas przed sytuacją, gdy nasz kontrahent okaże się niewypłacalny i nie zapłaci faktorowi należności z faktur. W takim modelu dojdzie do zwrotnego przelewu wierzytelności na przedsiębiorcę, który będzie musiał zwrócić faktorowi uzyskaną od niego wcześniej sumę.

***

Zatorów płatniczych lepiej unikać, niż sobie z nimi radzić. Łatwiej i taniej wdrożyć środki bezpieczeństwa, inwestując w pomoc prawnika przy skonstruowaniu umowy dobrze zabezpieczającej nasze interesy. Warto też zachować „higienę” kontraktowania i weryfikować kontrahentów. Od tego roku sprawozdania finansowe spółek będą publikowane w internecie, a więc łatwo dostępne. Ich przeglądnięcie może dać nam dobry obraz wiarygodności naszych kontrahentów. Jeżeli dane finansowe będą niepokojące, lepiej dobrze się zabezpieczyć albo zrezygnować z umowy.

ZNAJDŹ NAS: