Carpooling a pojazdy służbowe w firmie

Idea carpoolingu nie jest nowa. Już w czasie II wojny światowej rząd USA zachęcał swoich obywateli do grupowego podróżowania, aby zmniejszyć zużycie krajowych zapasów benzyny. Nad Wisłą wspólne podróżowanie też nie jest nowością – w dobie PRL, gdy auta były dobrami luksusowymi, prowadzono kampanię „podwieź sąsiada”. Niewątpliwie carpooling pomaga obniżyć koszty, pytanie jednak, czy jest to rozwiązanie, które fleet managerowie powinni propagować wśród użytkowników pojazdów flotowych? A jeśli nie propagować – to może chociaż tolerować tego rodzaju praktyki w firmowym car parku?

2018-02-09 10:43:33

Ekonomia współdzielenia jest ostatnio w modzie. Dotyczy to również carpoolingu, przez który należy rozumieć współdzielenie samochodów przez kilka osób, głównie celem zaoszczędzenia kosztów podróży. Na popularność carpoolingu wpływa m.in. gwałtowny rozwój nowych technologii i powstanie nowych firm, które swój biznes opierają na kojarzeniu kierowców i pasażerów. Dzięki nim wspólne przejazdy nie są już domeną zamkniętych kręgów znajomych, lecz mogą dotyczyć zupełnie obcych sobie ludzi, których łączy wspólny cel podróży. Najpopularniejszym tego typu serwisem jest działający w kilku krajach Blablacar, ale nie brak też rodzimych graczy, takich jak Yanosik TLS czy InOneCar. Dwa pierwsze serwisy umożliwiają wyszukiwanie pojedynczych przejazdów na dłuższych trasach, ostatni wyspecjalizował się w organizowaniu codziennych wspólnych przejazdów do pracy. Platformy carpoolingowe zazwyczaj wymagają, aby użytkownicy oferujący wspólne przejazdy byli właścicielami pojazdów, a jeżeli samochody nie są ich własnością, to powinni mieć zgodę właściciela na korzystanie z nich i przewożenie innych osób. W przypadku pojazdów flotowych o tym, czy taka zgoda została udzielona, decyduje treść polityki flotowej lub innych regulacji wewnętrznych firmy, o ile oczywiście takie regulacje zostały w firmie wdrożone.

Polityki flotowe zwykle przewidują pewne ograniczenia w zakresie korzystania z samochodu służbowego. Często pracownikom zabrania się przewożenia osób trzecich z wyjątkiem członków rodziny czy współpracowników. Jeżeli jednak pracownikowi udostępniono samochód służbowy w celach prywatnych bez ograniczeń, należy uznać, że przewożenie współpasażerów jest zasadniczo dopuszczalne. Aby odpowiedzieć na pytanie, która droga jest właściwa, należy jednak przeanalizować możliwe ryzyko związane z przewożeniem osób trzecich w pojeździe firmowym.

Odpowiedzialność za szkody poniesione przez pasażerów

Z pewnością każde zdarzenie drogowe, niezależnie od tego, jak poważnie zostaje uszkodzony pojazd, to bardzo nieprzyjemna sytuacja. Niemniej jednak prawdziwe nieprzyjemności zaczynają się wtedy, gdy w wyniku zdarzenia poszkodowani są ludzie, w tym przewożeni w pojeździe pasażerowie.

Zasadniczo za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdu mechanicznego odpowiada jego posiadacz. Odpowiedzialność ta oparta jest na zasadzie ryzyka. Oznacza to, że posiadacz samochodu zobowiązany jest pokryć szkodę bez względu na to, czy ponosi on winę za jej powstanie. Wyjątkowo może on uwolnić się od tej odpowiedzialności, udowadniając, że szkoda powstała na skutek działania siły wyższej (np. zapadnięcia się jezdni pod poruszającym się pojazdem w wyniku podmycia drogi) albo z wyłącznej winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą posiadacz pojazdu nie ponosi odpowiedzialności (np. innego uczestnika ruchu drogowego). Uchylenie się od tej odpowiedzialności jest jednak w praktyce niezwykle trudne z dwóch względów. Po pierwsze, nie można uwolnić się od niej, jeżeli przyczyną zdarzenia był zły stan techniczny pojazdu, niezależnie od tego, czy było to skutkiem wad fabrycznych, wadliwie wykonanych przez profesjonalne warsztaty napraw lub przeglądów pojazdu, czy też zaniedbywania pojazdu przez fleet managera. Nawet jeśli zdarzenie wystąpi tuż po odbiorze pojazdu od mechanika, który dokonał kompleksowego przeglądu i stwierdził, że auto jest w pełni sprawne, nie możemy powołać się wobec poszkodowanego na okoliczność, że auto dopiero co badał profesjonalista. Po drugie, należy zwrócić uwagę, że chodzi tutaj o wyłączną winę poszkodowanego lub osoby trzeciej. Jeżeli więc ich wina nie jest wyłączna, bo do zdarzenia choćby w niewielkim stopniu przyczynił się kierowca pojazdu firmowego bądź zły stan tego pojazdu, wówczas również nie możemy uchylić się od odpowiedzialności. Tymczasem, z uwagi na obowiązujące w ruchu drogowym zasady, w tym zasadę zachowania ostrożności czy zasadę ograniczonego zaufania, o przypisanie kierowcy pewnego stopnia winy często jest nietrudno.

Zasada ryzyka nie znajdzie zastosowania w dwóch przypadkach. Pierwszym z nich jest zderzenie będących w ruchu pojazdów – wówczas w zakresie roszczeń odszkodowawczych jednego posiadacza wobec drugiego obowiązuje zasada winy, co oznacza, że poszkodowany będzie musiał udowodnić naruszenie przez kierowcę reguł ostrożności i związek przyczynowy tego naruszenia z zaistniałym wypadkiem (natomiast w zakresie roszczeń pozostałych osób, w tym pasażerów, kierowców niebędących posiadaczami pojazdów, pieszych czy rowerzystów nadal obowiązuje zasada ryzyka). Drugim przypadkiem, w którym obowiązuje zasada winy, są przewozy grzecznościowe. O przewozie z grzeczności mówimy wówczas, gdy pasażer w drogę zabierany jest całkowicie bezinteresownie (zwykle np. w przypadku autostopu). Nieodpłatność jest tutaj cechą konieczną, lecz niewystarczającą. Aby mówić o przewozie z grzeczności, nie może być mowy o żadnej (nawet niematerialnej) korzyści uzyskanej od pasażera. W przypadku carpoolingu opartego o współdzielenie kosztów podróży zasada ta z pewnością nie będzie mieć zastosowania. Niemniej, nawet w przypadku autostopu pojawia się szereg wątpliwości. Czy „korzyść” należy odnosić w relacji do firmy czy do kierowcy-pracownika? Czy zakup przez pasażera dla kierowcy kawy na stacji benzynowej w podziękowaniu za transport jest korzyścią, czy też nie? Czy w sytuacji, kiedy kierowca zabiera autostopowicza, żeby uprzyjemnić sobie czas podróży, to czy przypadkiem nie działa w celu własnej korzyści (a nie z bezinteresowności)? Takie pytania można mnożyć, a odpowiedź na nie ma kluczowe znaczenie dla określenia zakresu i zasad odpowiedzialności. Jedno jest pewne, granica nie jest łatwa do wyznaczenia, a to wpływa znacząco na ryzyko dla firmy.

Zwyżka składki ubezpieczeniowej

Niezależnie od tego, z którym konkretnie wariantem carpoolingu będziemy mieli do czynienia, ewentualna szkoda na osobie pasażera powinna w pierwszej kolejności zostać naprawiona przez zakład ubezpieczeń z ubezpieczenia OC obejmującego pojazd. Firma może natomiast odczuć skutki takiej wypłaty w postaci zwyżki składki ubezpieczeniowej w kolejnych latach. Realny problem finansowy może pojawić się wtedy, gdy wysokość szkody przewyższy sumę gwarancyjną ubezpieczenia (tj. 5 000 000 EUR dla szkód osobowych), co może się zdarzyć, jeśli poszkodowanych w wyniku zdarzenia zostało wiele osób (np. przy zdarzeniu z udziałem środków komunikacji publicznej). Wówczas często będą istniały podstawy prawne do tego, aby w zakresie niepokrytym przez ubezpieczenie do odpowiedzialności pociągnąć pracodawcę. Problem może pojawić się również w sytuacjach, kiedy ubezpieczyciel będzie dysponował roszczeniem regresowym (np. wskutek tego, iż kierowca zbiegł z miejsca zdarzenia). Co prawda, przepisy mówią o regresie wobec kierującego, lecz nie należy zapominać tutaj o wymogach prawa pracy, które co do zasady wyłączają możliwość dochodzenia od pracownika odszkodowania za szkody wyrządzone przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych. Orzecznictwo Sądu Najwyższego nie jest w tej kwestii jednolite. Dlatego otwarte pozostaje pytanie, wobec kogo skieruje roszczenie regresowe ubezpieczyciel: kierującego pojazdem pracownika czy jego pracodawcy.

Odpowiednie zapisy w polityce flotowej

Z uwagi na powyższe okoliczności, w tym zwłaszcza na potencjalne ryzyko odpowiedzialności firmy za szkody wyrządzone pasażerom, wydaje się, że z punktu widzenia interesów firmy carpooling nie jest co do zasady zjawiskiem pożądanym. Oczywiście, nie chodzi tutaj o to, by pracownik zawsze jeździł pojazdem firmowym sam. Należy umożliwić współdzielenie aut służbowych przez pracowników, np. celem wspólnych wyjazdów do klientów czy na szkolenia, bo leży to w interesie pracodawcy i nie zwiększa zasadniczo jego ryzyka. Można również umożliwić współkorzystanie z auta przez członków rodziny pracownika jako rodzaj dodatkowego benefitu pracowniczego.

Niemniej jednak dobrą praktyką byłoby wyeliminowanie takich sytuacji, kiedy przewożenie osób trzecich nie leży w interesie pracodawcy. W tym celu należałoby wprowadzić odpowiednie zapisy do polityki flotowej czy innych regulacji wewnątrzfirmowych. W takim przypadku zabieranie ze sobą pasażerów byłoby – poza określonymi w tych dokumentach wyjątkami – naruszeniem przepisów wewnętrznych firmy, które mogłoby skutkować określonymi konsekwencjami dla pracownika. Przykładowo, fakt nieprzestrzegania regulacji firmowych może być odnotowany w ocenie okresowej, co z kolei może wpływać na możliwości awansowe czy otrzymywane nagrody. Pracownik może zostać też pociągnięty do odpowiedzialności porządkowej lub zwolniony za wypowiedzeniem. Natomiast w skrajnych przypadkach naruszenie przepisów wewnętrznych może zostać uznane za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych, stanowiące podstawę do rozwiązania z pracownikiem umowy o pracę bez wypowiedzenia.

ZNAJDŹ NAS: